Zarejestruj się u nas lub też zaloguj, jeśli posiadasz już konto. 
Forum Radosna Twórczość Strona Główna

Chcesz schudnąć przed Sylwestrem?
Kup Teraz a 30 dniową dietę otrzymasz za darmo!
Tylko 137 zł TRIZER + indywidualna dieta

[the GazettE] Romantyk Niedoskonały

Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum Radosna Twórczość Strona Główna -> Fan Fiction - Muzyka / J-Rock
Zobacz poprzedni temat :: Zobacz następny temat
Autor Wiadomość
Tess
Administrator



Dołączył: 12 Lut 2006
Posty: 703
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Sob 19:04, 21 Mar 2009 Temat postu: [the GazettE] Romantyk Niedoskonały

Dla moich wszystkich kochanych dziewczynek, co kochają Uruhę, a szczególnie dla jednej perełki, co się Collie zwie *^^*


TYTUŁ: Romantyk Niedoskonały
DATA: 17.03.2009-21.03.2009
PARA: Aoi/Uruha
OD LAT: 13+
OSTRZEŻENIA: związki homoseksualne
OPIS: Uważaj, nim zażądasz od swej drugiej połówki romantyzmu, bo może się ona objawić w dość... nietypowy sposób.
NOTKA AUTORSKA: Zerknij najpierw do działu j-rock, abyś wiedział, o kim piszę, drogi Czytelniku.

Ujmuję delikatnie w dłonie długi gryf, jak gdyby był zrobiony z kruchego szkła. Przyglądam się zaznaczonym wyraźnie progom, lśniącym strunom i lakierowanemu drewnu, przesuwając palcami po całej jego długości. To samo robię po chwili z drugim gryfem. Wspaniałe, Aoi wiedział, jaki instrument sprawdzi się pod względem wyglądu.
Okazuje się jednak, że w brzmieniu także jest dobry. Dobry, cholera, bardzo dobry jest! Wręcz zazdrośnie sunę po srebrzystych, mocnych niciach, wyrywając z gitary długie, wysokie dźwięki. Piękna. Wspaniała.
Minuty mijają, a melodia staje się coraz bardziej uporządkowana, równa. Nie jest już to bezmyślne szarpanie strun, teraz zamienia się to w muzykę o jeszcze nie wymyślonym tytule, ale czy to ważne? Czy ważne jest to, że nazwę ją od szczęścia, radości, wolności czy jeszcze od czegoś innego, skoro granie sprawia, że czuję się po prostu dobrze?
I czuję się jeszcze lepiej, gdy na skórze mojej szyi pojawiają się ciepłe usta, składające na niej czuły pocałunek. Przyjemne ciepło na plecach, a po drugim gryfie sunął inne dłonie, które wręcz idealnie zgrywają się z moimi, akompaniując dla wymyślonej przeze mnie melodii. Odchylam się lekko do tyłu, muskając te miękkie wargi. Ciche dźwięki gitar działają na mnie kojąco, tak samo jak ramiona, które mnie teraz otaczają. Uśmiecham się i gram dalej, drugie ręce także nie przestają pieścić strun.
Nie mam pojęcia, ile tak siedzimy, ale miękkość naszej wspólnej pościeli i jego ciepło na plecach zachwyca mnie na tyle, że nie mam ochoty patrzeć na zegar. Nie patrzę więc i on też nie patrzy, nie zerkamy tam ani razu, podświadomie modląc się, by po prostu zleciał ze ściany i potłukł się, zatrzymując czas w miejscu. I nie jest ważne, że to prezent od jego matki na dwudzieste któreś urodziny, nie pamiętam nawet dobrze które. To do reszty nie jest ważne, gdy wciąż mogę mieć go przy sobie.
W końcu moje ręce nieruchomieją, a jemu zaledwie parę sekund zajmuje rozwiązanie akordu, by melodia mogła dobiec końca. Siedzimy tak chwilę w milczeniu, aż w końcu on ujmuje swój instrument w dłonie i wychyla się w bok, wsadzając go do czarnego pokrowca na ziemi. Nie zapina go nawet, tylko znów jest przy mnie, kładąc swoje dłonie na moich brzuchu. Dreszcz przyjemności przechodzi moje ciało – dotyk jego silnych, pewnych rąk zawsze budzi u mnie zadowolenie. Odwracam głowę, całując jego usta. Odpowiada na tą pieszczotkę, łaskocząc lekko moją wargę chłodnym, metalowym kolczykiem, a ja chichoczę cicho. Jego wargi także rozciągają się w uśmiechu, gdy przenosi je na moją szyję, a ja czuję ten uśmiech tam wyraźnie odbity na mojej skórze.
Robi się jeszcze przyjemniej, gdy wsuwa dłonie pod mój luźny podkoszulek, masując nieco spięte mięśnie. Stres ostatnich koncertów, wywiadów i sesji robi swoje, ale całe zdenerwowanie znika, gdy jest tuż obok. Pozwalam mu więc na dotykanie, gładzenie i pieszczenie, wzdychając z zadowoleniem i opierając głowę na jego ramieniu. Całuje mnie raz po raz w nagie ramię, a ja całkowicie topnieję w jego uścisku.
- Nigdy nie dostałem od ciebie kwiatów, wiesz? – szepczę nagle, zupełnie bez namysłu. Ot tak, po prostu przypomina mi się ten drobny szczegół, że pusty, kryształowy wazon na szafie wygląda dość nietaktownie. – Zero romantyzmu...
- Naprawdę? – pyta spokojnie, trącając nosem moje ucho i dmuchając na nie zimnym powietrzem. Uśmiecha się, wyraźnie zadowolony, gdy ciarki idą mi po plecach.
- Naprawdę. To już pięć miesięcy chodzenia, dwa tygodnie wspólnego mieszkania, a ja nie dostałem od ciebie choćby kaktusa – mruczę, niby urażony. Jego kolejny pocałunek jest przepraszający. – Ach, a gdzie bukiet kwiatów, gdzie szklany pantofelek, gdzie książę mój, ach, gdzie? – pytam z lekkim rozbawieniem, zaciskając palce na jego ręce. Ciepła, jak zawsze.
- A więc chcesz romantyzmu... – stwierdza cicho, przesuwając palcami po moich żebrach. Chichoczę, uderzając go jednocześnie po dłoni. A niech go, wie doskonale, gdzie mam łaskotki! – Lubisz kaktusy, Uru?
- Może polubię, jak takiego owiniesz fioletową wstążeczką – mówię z rozbawieniem, wtulając się w jego ciepłe ramiona. Wzdycham, niezmiernie zadowolony, gdy znaczy delikatnymi pocałunkami każdy centymetr mojej szyi.
- A różowa, taka jak...
- Nie, to był najgorszy prezent w moim życiu – przerywam stanowczo. Nic nie odpowiada, a ja wymykam się z jego ramion, obracam i zarzucam mu ręce na szyję. Uśmiecha się. Ja też się uśmiecham i uśmiechamy się oboje jednym uśmiechem, gdy uśmiecha się prosto w moje usta, a ja odwzajemniam ten uśmiech, odciskając go na jego wargach.
Od niego nawet sztucznego badyla przyjmę z radością.



Zaginął klapek. Niby nic takiego, ale fakt, że zginął jeszcze jeden, i jeszcze, i jeszcze... Razem zginęło mi siedem klapków. Zapewne zostały uprowadzone, a cechą charakterystyczną tych porwań jest to, że od każdej pary brakuje prawego. Głupi przypadek?
Kai dzwonił, że jest coś do załatwienia, więc Aoi’ego nie ma. Ot tak, po prostu, nie ma go, poleciał jak na skrzydłach, z tym swoich głupim uśmiechem, przez który on jeden całe życie prosi się o dostanie w dupę. Tak, racja, jestem strasznie drażliwy, gdy coś mi ginie w tak dziwny sposób, a jeszcze bardziej irytuje mnie fakt, że mnie ma wtedy przy mnie drugiego gitarzysty. Dzwonię więc, tłumaczę problem i słyszę radosny śmiech.
Trzaskam słuchawką o ścianę. Więc tak. Więc do Kaia biegnie, szybko, jak najszybciej, śniadania nawet nie zjadł... Bo Kai ma problem. Ja też mam problem! Ale tego Aoi już nie widzi.
Siedzę więc nachmurzony w salonie na kanapie i deformuję sobie prawą stopę za pomocą lewego kapcia. Irytujące, minuty mijają, do tego zaczął padać deszcz. Klnę głośno, gdy nagle telewizor wyłącza się, podobnie jak wszystkie inne urządzenia elektryczne w tym bloku. Zaciskam zęby i zamykam oczy, odchylając głowę na oparciu. Co za porąbany dzień.
Dzwonek do drzwi.
Zrzucam kapcie – połączenie białego, puchatego razem z brązowym klapkiem jest uznawane powszechnie jako „dziwne”, wolę się tak ludziom nie pokazywać. Idę więc do drzwi, mając ochotę zabić tą osobę za nimi. Już chcę krzyknąć „Nie mam drobnych, odejdź!”, ale po zobaczeniu osoby na klatce schodowej brakuje mi słów.
- Aoi...? – pytam ostrożnie, niepewny tego, co mam przed sobą.
Zaiste, jest to Aoi.
Aoi klęczy. Aoi jest mokry. Aoi ma wilgotne włosy przylepione do twarzy. Aoi trzyma w ręce poduszkę. Aoi na tą poduszkę narzucił prześcieradło – też mokre. Aoi coś pod tym prześcieradłem ukrył. Aoi trzyma w drugiej dłoni kwiaty. Aoi te kwiaty wyzbierał z trawnika obok klatki schodowej, poznaję.
Aoi jest dziwny.
Uśmiecha się, widocznie z siebie zadowolony, po czym wyciąga przed siebie rękę z bukietem. Odruchowo go przyjmuję, oglądając z lekkim przerażeniem stokrotki, koniczynę, kłosy trawy i jeden mak. To wszystko jest związane jego gumką do włosów.
Znowu zerkam na niego, a on odrzuca na bok prześcieradło. Klapek. Mój prawy klapek na poduszce. Ten fioletowy. Ten ulubiony.
Podnosi delikatnie moją stopę i wsuwa na nią moje zaginione obuwie. Nic nie mówię, dalej w ciężkim szoku. Nie rozumiem, dlaczego uśmiecha się tak radośnie i patrzy na mnie z takim wyczekiwaniem, jakby właśnie spełnił wszystkie moje sny.
- Aoi? – udaje mi się w końcu wydusić. Mrugam kilkakrotnie, poprawiając klapek, by lepiej się ułożył. – Aoi, co ty tak właściwie robisz...?
- No jak to? Jestem księciem, a to – pokazuje na moją nogę. – jest zaginiony pantofelek. To zaś – wskazuje na polne kwiatki. – jest bukiet kwiatów.
Milczę. Nie wiem, czy Aoi dostał gorączki, czy to może ja jej dostałem, ale całość jest kompletnie absurdalna. Przecież tu się nic ładu nie trzyma!
- Zrobiłeś obiad? Jestem głodny jak wilk – stwierdza w końcu, kiwając gorliwie głową dla utrzymania mnie w tym fakcie. Podnosi się z kolan i mija mnie w drzwiach, strzepując wodę z włosów prosto na niedawno malowaną ścianę. Odruchowo zamykam za nim, dalej w ciężkim szoku. Podnoszę kwiatki do twarzy i wącham. Kicham. Zapach jest intensywny, ale to nie jest zapach kwiatów. To woda kolońska tego wariata...



Po tym wszystkim mogę rzec, że się z nim nie nudzę. Chociaż jest tak beznadziejnie nieromantyczny, wiecznie „głodny jak wilk” i dalej nie może zapamiętać, że nie znoszę różowego. To są tylko błahostki.
Polne kwiatki splecione gumką stoją dumnie w kryształowym wazonie na szafie i pokazują wszystkim, że mój chłopak jest właśnie Romantykiem Niedoskonałym, którego kocham.



- Aoi?
- Tak...?
- A co z resztą moich klapków?
- ...jedz, skarbie, kolacja stygnie...
- Nie znoszę cię...


Post został pochwalony 0 razy

Ostatnio zmieniony przez Tess dnia Sob 19:05, 21 Mar 2009, w całości zmieniany 1 raz
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Gość







PostWysłany: Sob 19:20, 21 Mar 2009 Temat postu:

Mhuu ^^
Jest lekko. Jest słodko. Początek może nieco przydługawy w stosunku do głównego wątku, ale Collie się cieszy, Collie dawno nie dostała czegoś tak ładnego! *oprócz tej cudownej kartki na biały i tego rysunku, nyah!*
I też chcę bukiet związany gumką do włosów. Byle nie polnych kwiatów, w takich siedzą robaczki :<
Dziękuuuuję za wyróżnienie i perełkę!


Ostatnio zmieniony przez Gość dnia Sob 19:24, 21 Mar 2009, w całości zmieniany 2 razy
Powrót do góry
Tess
Administrator



Dołączył: 12 Lut 2006
Posty: 703
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Sob 19:27, 21 Mar 2009 Temat postu:

Początek jest dziwny i niepasujący, bo go pisałam cztery dni temu, a od klapków jest pisane dzisiaj, więc wiesz xD Wiesz dobrze, że ja nigdy nie wiem, czego chcę :<
W każdym razie, coś z tym wykombinuję~!

Perełko *^^*


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Fay




Dołączył: 13 Kwi 2009
Posty: 13
Przeczytał: 0 tematów

Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: Muszyna, czyli góry i lasy <3

PostWysłany: Wto 16:20, 14 Kwi 2009 Temat postu:

Aoi, uh, uh *_* I love him so much <3

Bardzo, bardzo, bardzo przyjemne opowiadanie. I motyw reszty klapków wspaniały.
Chciałabym mieć takiego swojego romantyka niedoskonałego. <3


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Tess
Administrator



Dołączył: 12 Lut 2006
Posty: 703
Przeczytał: 0 tematów

Pomógł: 1 raz
Ostrzeżeń: 0/7
Skąd: Nowa Sól

PostWysłany: Śro 6:34, 15 Kwi 2009 Temat postu:

Ale mimo wszystko muszę się w końcu za poprawienie pierwszej części wziąć ^^;;
Też bym chciała mieć przy boku kogoś takiego, no ale cóż... Moich kapci się ludzie boją xD


Post został pochwalony 0 razy
Powrót do góry
Zobacz profil autora
Wyświetl posty z ostatnich:
Napisz nowy tematOdpowiedz do tematu Forum Radosna Twórczość Strona Główna -> Fan Fiction - Muzyka / J-Rock Wszystkie czasy w strefie CET (Europa)
Strona 1 z 1


Skocz do:  
Nie możesz pisać nowych tematów
Nie możesz odpowiadać w tematach
Nie możesz zmieniać swoich postów
Nie możesz usuwać swoich postów
Nie możesz głosować w ankietach


fora.pl - załóż własne forum dyskusyjne za darmo
phpBB (C) 2001, 2005 phpBB Group
Theme Retred created by JR9 for stylerbb.net & Programosy
Regulamin